|
|
|
|
E-mail: adamus@poczta.fm |
Dnia 5 lipca 1998 roku rozpocząłem gromadzenie danych o mojej rodzinie. Ojciec mój pochodzi z rodziny Ustyniaków, mama z rodziny Gradowskich a żona z rodziny Zapolnych. Każda z rodzin powiązana jest z następnymi, szybko więc moja "baza danych" zaczęła się rozrastać. Dostępna niebawem tutaj wersja jest w trakcie modernizacji. Wersję pełniejszą prowadzę na witrynie MyHertige.pl i nie jest ona ogólniedostępna. Jeśli jesteś członkiem tej rodziny i chcesz zobaczyć to drzewo to napisz do mnie. Cukrownia "Wieluń"
![]() W 1974 roku w ramach Zjednoczenia Przemysłu Cukrowniczego funkcjonowało w Polsce 77 cukrowni. Zmiany własnościowe lat dziewięćdziesiątych skazały na likwidację wiele polskich cukrowni, a ustalenie ich obecnej liczby wykracza poza zakres niniejszego opracowania. Historia Niedzielska
Niedzielsko, podwieluńska wieś, której historia sięga wieku XIII, kiedyś własność rodziny Długoszów, dziś wchłonięta w obręb miasta Wielunia, praktycznie nie pamięta i nie kultywuje dni swojej wielkości. Jej historię opisłem i została opublikowana w "Roczniku Wieluńskim" t. 3. 2003 r.Obecna wersja internetowa jest poprawiona, uzupełniona i ma zmienioną oprawę graficzną. Polesia czar...
Zasadniczą służbę wojskową odbywał w 82 brzeskim pułku piechoty. Potwierdza to dokument wydany przez Centralne Archiwum Wojskowe w dniu 23. sierpnia 1982 roku który mówi, że "na podstawie częściowo zachowanych dokumentów 82 pułku piechoty ustalono, iż Ob. Kazimierz Ustyniak (...) pełnił służbę w WP od 1928 r. do maja 1939r. Dokładnej daty rozpoczęcia służby, dalszego jej przebiegu (...) CAW potwierdzić nie może z uwagi na brak akt wymienionej jednostki za ten okres.". Józef Marciniak
Józef Marciniak wcielony został do 24 pułku ułanów w Kraśniku w listopadzie 1934 roku, w wieku 21 lat. Pobór nowego rocznika odbywał się zawsze od 2 do 4 listopada, zapewne w tych dniach Józef stawił się do koszar i został przydzielony do pierwszego szwadronu.
Jasia
Była dwa razy zamężna, ja jestem Jej synem z drugiego małżeństwa. Pozostawiła po sobie trzy pamiętniki z lat 1939 - 1946, sporo zdjęć, książek, dokumentów. Mama lubiła słowo pisane, pamiętam ją zawsze z książką w ręku. Oczytana, inteligentna, łagodna, była powiernikiem wielu serc, powiernikiem młodych i tych troszkę starszych, budziła zaufanie i nigdy tego zaufania nie zawiodła.Na podstawie pamiętników opracowałem kilka lat z Jej życia, nie są jednak dostępne w internecie. Wyzwolenie Wielunia
![]() W styczniu 2010 r. postanowiłem opublikować fragment pamiętnika dotyczący okresu wyzwolenia Wielunia. Pamiętnik był pisany "na gorąco", na podstawie własnych obserwacji i zasłyszanych informacji, a osią wokół której wszystkie sprawy się ogniskują jest cukrownia i tzw. osada. Z polowań w Ziemi Wieluńskiej
Spotkanie po latach
Minęło 35 lat od dnia, w którym ukończyliśmy Technikum Mechaniczne. Uwieńczeniem nauki był zdany egzamin maturalny. Nagle staliśmy się dorosłymi ludźmi, odpowiedzialnymi za własne życie. Świat stał przed nami otworem - ruszyliśmy pełni nadziei!. Pochodzenie nazw miejsowości regionu wieluńskiego
Osiedla wiejskie były niewielkie i obejmowały kilka zagród lub pojedyncze - jednoworcze, zamieszkałe przez jedną rodzinę. Osadników zwano łazękami, poprażnikami lub załazami.Koniak
![]() Nie każdy wie jak powstaje koniak. Żeby zrobić koniak, potrzeba aż czterech rzeczy: wina, słońca, dębiny i czasu. A poza tym, jak w każdej sztuce, trzeba mieć smak. Reszta wygląda następująco... Wiersze o Piłsudskim i wolnej Polsce
Wiersze znała i mówła z pamięci moja teściowa, Cecylia Zapolna z Jaworskich, rocznik 1922. Wierszyki dziecinne, proste, ale wyryły się jej w pamięci na całe życie - taki prosty, uczciwy patriotyzm, umiłowanie wolnej Ojczyzny. Przesłanie
Betty J. Eadie jest półkrwi Indianką; jej matka pochodziła z plemienia Siuksów. Dzieciństwo i młodość spędziła w stanie Nebraska oraz w indiańskim rezerwacie w Południowej Dakocie. Obecnie jest żoną emerytowanego lotnika wojskowego, matką ośmiorga dzieci i babką licznych wnuków.Nagły kryzys po operacji, jaką Betty J. Eadie przechodziła w wieku trzydziestu jeden lat, sprawił, że znalazła się w stanic śmierci klinicznej. Doświadczenia, które wówczas stały się jej udziałem, uważane są za jedne z najpełniejszych i najbardziej wstrząsających wizji "życia po życiu", z jakimi kiedykolwiek zetknęli się studiujący to zjawisko badacze. Po odratowaniu Betty potrafiła przekazać i odtworzyć z niemal fotograficzną wiernością wszystko, co zobaczyła, co usłyszała i czego się nauczyła. Ciekawe witryny ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
Losowe zdjęcie
Moja fotografia
Fotografia zafascynowała mnie w połowie lat 70-tych. Były to zdjęcia czarno-białe, a aparaty to oczywiście Smiena, potem Fed do którego dokupiłem obiektyw 135 mm, Zenith TTL oraz Lubitel formatu 6x9 cm. W sobotnie wieczory i noce domowa łazienka zamieniała się w laboratorium fotograficzne, a głowną atrakcją niedzieli było suszenie i oglądanie (podziwianie) zdjęć. Była też przygoda z fotografią kolorową. Głównymi tematami były dzieci, pzryroda makrofotografia - jak wszyscy fotoamatorzy w tamtych czasach. Potem nastąpiła długa przerwa - nadszedł czas podnoszenia kwalifikacji zawodowych i pracy. Przez kilka lat fotografię zastąpiło krótkofalarstwo, a potem komputer i internet. Wreszcze przyszło oczarowanie nowymi możliwościami - można połączyć komputer i fotografię - nadszedł czas na fotografię cyfrową. A więc "zabawa trwa"! Magdalena S.
Oblicza zimy
foto - Nad Pyszną
Pyszna to mała rzeczka mojego dzieciństwa. W czasch funkcjonowania cukrowni "Wieluń" w Wieluniu, to właśnie z Pyszny była pompowana woda do fabrycznych stawów. Brzegi rzeczki przy ujęciu wody były uregulowane a tama zapewniała właściwy stan wody. Miejsce to było wspaniałym kąpieliskiem. Przychodziły tam latem całe rodziny z cukrowni - panie plotkowały, młodzieńcy łapali raki, panowie wędkowali przy ćwiarteczce, a dzieci kąpały się. Wszyscy byli szczęśliwi!Dziś, gdy cukrownia przestała istnieć, ginie zarówno Pyszna jak i fabryczne stawy. Cieszą się tylko ważki... Kwiaty z mojego ogródka "Szczęściem jest umieć usmiechać się do kwiatów" - Józef Bułatowicz Uczę się tej sztuki - w zabieganym świcie to trudne. Gonitwa myśli, brak czasu, codzienne troski..... Jak tu znaeźć czas na oglądanie kwiatków? . A jednak Jak to miło w letni poranek oglądać zroszone, radosne kwiaty szukające słońca. Czuje się człowiek wtedy jak w szczęśliwym, dzieciństwie, kiedy to troski były malutkie, a radości wielkie. Jak to miło usiąść w skwarne południe w altanie i słuchać brzęczenia owadów, szmeru wody w maleńkim stawiku, obserwować lot motyli. Jaką radość sprawia wieczorne podlewanie kwiatów wraz z zaaferowanym wnuczkiem, biegającym z maleńką konewką. Uśmiecham się do niego i do kwiatów - i wraz z nim jestem w zaczarowanym ogrodzie dzieciństwa - jestem szczęśliwy.
900 pikseli
![]() ![]() ![]() ![]() |